Copyright 2021 - MiłośnicyKultury.pl

Dziury na murach golubskiego kościoła - Autor: Stefan Albrecht

Życie na ziemi, na tym padole łez i płaczu, na którym znaleźliśmy się wypędzeni z raju, nigdy nie było łatwe. W czasach początków Golubia czy jeszcze wcześniej, zmagania naszych przodków z przeciwnościami losu były jednak nieporównanie cięższe niż dziś. Brak jasnej przyszłości, częste regionalne wojny i choroby takie jak syfilis, najróżniejsze infekcje skóry, dżuma, tyfus, malaria, gruźlica, trąd – powodowane brakującą higieną i jednostronnym odżywieniem, czy ergotyzm – efekt zatrucia sporyszem zbożowym, dziesiątkowały ludność, powodowały cierpienia, wzbudzały lęk i uczucie bezradności. Ludzie byli przekonani, że ich nieszczęścia są dziełem szatana i karą bożą, którą tylko karający Stwórca mógł od nich odwrócić. To z kolei prowadziło do niezwykłych praktyk pokutnych i szukania opieki u różnych świętych, w zależności od rodzaju nieszczęścia (św. Rochus i św. Sebastian – dżuma, św. Laurentius – ischias i choroby skóry itd.).

Nierzadkie w średniowieczu, wspomniane zatrucie sporyszem, prowadzące do przykurczy mięśni, halucynacji, odpadania kończyn i zgonu, było dawniej określane jako „ogień świętego Antoniego”. Drugim typem objawów były zaburzenia w układzie nerwowym, objawiające się drgawkami i kurczami o charakterze padaczkowym. Ten typ zatruć nazywano „tańcem św. Wita”. Procesja w Echternach w Luksemburgu skaczących w drgawkach w rytmie polki setek czy wcześniej tysięcy (zatrutych) pątników udających się do grobu św. Willibrorda, wciągnięta została od końca 2010 roku na listę UNESCO jako niematerialne dziedzictwo kulturowe ludzkości. Widowiskowa procesja, sięgająca tradycją XV wieku, odbywa się rokrocznie w pierwszy wtorek po Zielonych Swiątkach.

W okresie gdy wiara w siłę relikwii przeżywała okres swojego największego rozkwitu, pojawił się w medycynie ludowej przesąd o sile leczniczej „kościelnego pyłu”. Już św. Georgius Florentius (ca 538 – 594 r.), na którego kroniki historycy powołują się po dziś dzień, pisał: odrobina pyłu z kościoła św. Marcina ma większą moc ozdrawiającą niż bzdurne środki wszystkich wróżbitów. Święty Kamillus von Lellis (1550 – 1614), patron chorych, umierających, pielęgniarek i szpitali, rozdawał potrzebującym pomocy uzdrawiający proszek z kamieni swojej celi. W XIX w. proszek ten sprzedawano nadal w niektórych kościołach we Włoszech i w holenderskim klasztorze karmelitów w Vaals. W XVIII w. wykazywał ponoć szczególną moc jako środek przeciw histerii. Nawet sproszkowane mumie znalazły zastosowanie w lecznictwie. Jeszcze na początku XIX w. apteka w Gotha w Turyngii kupiła do przemielenia egipską mumię. „Lekarstwo“ to przechowywano w specjalnych pojemnikach aptecznych z jednoznacznym napisem „proszek z mumii”. Na początku XX w., jak podaje ten sam autor z Turyngii, we wsiach suszono i proszkowano znalezione kości ludzkie, jako skuteczny środek leczniczy przeciw dyfterytowi!

Nie każdy w średniowieczu i później mógł sobie jednak pozwolić na pielgrzymkę i kupno „sprawdzonego” w swym działaniu pyłu czy proszku. Większość ludzi zdobywała cuda czyniący proszek wiercąc czy ryjąc w najbliższym murze kościelnym. Sądząc po często powtarzającej się średnicy wgłębień, wiercono prawdopodobnie najczęściej monetą o średnicy 2 – 3 cm.

Na ścianie golubskiego kościoła parafialnego, tak jak i np. brodnickiej fary czy nowomiejskiej bazyliki, z łatwością można zauważyć szereg wgłębień o kształcie czaszy czy lejków, rzadziej podłużnych rowków. Część z nich pochodzi prawdopodobnie już z lat 1359 i 1364 kiedy Golub i okolice nawiedziła epidemia dżumy (tzw. czarna śmierć – mors nigra), która spowodowała zejście 25 mln ludzi, tzn. jednej trzeciej populacji Europy tamtych czasów. Dżuma jest chorobą sezonową, powracającą co jakiś czas z dużą siłą. Aby ustrzec się tej choroby dodawano proszek z cegieł świątyń do rożnych mikstur mających chronić ludzi jak i zwierzęta przed śmiercią.

Wyżłobienia czy zagłębienia na murach kościelnych, w zależności od kształtu, noszą w literaturze takie nazwy jak znak dżumy (niem. Pestmarke), miseczka elfa, pazur diabła czy szwedzkie nacięcie. Razem z pyłem rozpowszechniane były najdziwniejsze procedury, jak mieszanie go przed przyjęciem z moczem, obchodzenie kościoła w nocy trzy razy w lewą stronę, uzyskiwanie specjalnego proszku z granitowego krzyża chrystusowego, mieszanie z rożnymi ziołami itp.

W późniejszych latach jedna z takich mikstur – tzw. olej filozofów (destylowana mieszanka proszku z cegieł kościoła z olejem najczęściej drzewnym) – używana była do stosowania zewnętrznego. W otwory w murze kościoła „wdmuchiwano” też swoje choroby, co w niektórych przypadkach powodowało, iż następny skrobiący w dziurze zyskiwał proszek o własnościach szczepionki. Pył kościelny używany był też szczególnie chętnie we wszelkich chorobach oczu, tak u ludzi jak i u zwierząt. A kto skrobał w ścianie kościoła świętego Blasiusa w Brunszwiku, ten zyskiwał wyjątkowo skuteczny środek na wszystkie choroby gardła, jako że św. Blasius uratował młodzieńca przed śmiercią wyciągając mu z przełyku ość. Niektórzy badacze przedmiotu nie wykluczają dalece pozytywnego działania wyskrobanego proszku w tych przypadkach, gdy choroby wywołane były brakiem minerałów w organizmie. Już św. Hildegarda z Bingen (1098 – 1179) polecała przecież w niektórych schorzeniach stosowanie proszku zmielonych kamieni, a rzymski encyklopedysta A. C. Celsus (ca 25 p.n.e. – 50 n.e.) pisał, że proszek z tzw. pumeksu używano w antycznych czasach jako środek przy owrzodzeniach.

Zagłębienia w kształcie miseczek – ślady pozyskiwania proszku ze ściany kościoła

Mieszanki minerałów takich jak krzem, wapno, magnez, soda, żelazo czy fosfor i tzw. elementów śladowych można dziś kupić w aptece, zielarczyku czy drogerii. Ludzie średniowiecza kierując się  doświadczeniem i przede wszystkim wiarą, sięgali po środek ze swego najbliższego otoczenia. Zwyczaj stosowania proszku z murów świątyń i innych sakralnych budowli jako leku, zachował się w niektórych zakątkach Europy aż do połowy XX wieku.

Ślady pozyskiwania „lekarstwa na wszystko” pozostały na ścianach wielu kościołów po dziś dzień. Tak więc nasza XIV-wieczna budowla dawała ludziom nie tylko nadzieję na lepsze, pozagrobowe życie, ale być może także psychiczne i fizyczne zdrowie?

 

 

Stefan Albrecht

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Źródła:

propstei-johannesberg.de

de.wikipedia.org/wiki/Schwarzer_Tod

www.suehnekreuz.de/geschichte24.html

www.suehnekreuz.de/VA/aufsaetze03.html

www.zeno.org/Pierer-1857/K/pierer-1857-013-0071

www.schabespuren.de/wetzrillen/index.php/Hauptseite

www.heiligenlexikon.de/BiographienG/Gregor_von_Tours.html

www.swiat-zdrowia.pl/artykuly/jak-trucizna-stala-sie-lekarstwem

www.gouvernement.lu/3421658/AP-Fetes-et-traditions-2012-DE.pdf

Możliwość przekazania 1% na nasze działania! 

Przy wypełnianiu PITa podaj nasz KRS: 0000543595

 

Wypełnij PIT przez internet i przekaż 1% podatku

 

f t g m